Twórczość Stefanii Sempołowskiej – cz.1

Twórczość Stefanii Sempołowskiej 1 - Lin Kristensen (Flickr)

W twórczości literackiej i publicystycznej człowieka, który był przede wszystkim działaczem społecznym, bojownikiem — a taką była Stefania Sempołowska — trudno jest znaleźć kryteria dla wyróżnienia prac i publicystyki społecznej. Zarówno pisma pedagogiczne Stefanii Sempołowskiej, jak jej pisma więzienne czy sylwetki postaci historycznych i współczesnych, czy wreszcie prace geograficzne i krajoznawcze — tak są nasycone społeczną problematyką, społecznym odczuwaniem i społeczną refleksją, że wszystkie mogły bez zawodu znaleźć się w dziale publicystyki społecznej. Wydzielone zostały — jedne wobec wyraźnie dominującej w nich i ‚jednolitej odrębnej problematyki, jak pisma więzienne, jak pisma pedagogiczne, inne — ze względu na zamysł wysunięcia na czoło wydawnictwa problemu działającej, walczącej, twórczej jednostki i jej roli w kształtowaniu życia, tak jak problem ten wyłania się z licznych artykułów-wspomnień, artykułów-nekrologów, szkiców i esejów o ludziach w pismach Stefanii Sempołowskiej. Wielka indywidualistka i wielka społecznica, była ona szczególnie wrażliwa na indywidualność ludzką, na piękno moralne człowieka.

Wszystko, co nie należy do pism więziennych, do prac pedagogicznych, do pism ściśle geograficznych, artykuły i publikacje z różnych lat o bardzo rozmaitej tematyce i różnym adresacie — znalazło się w dziale publicystyki społecznej.

Wszystkie pozycje tego tomu Pism pochodzą z lat 1909 do 1938; przedrukowane bądź z „Nowej Gazety”, z czasopisma „W słońcu”, z „Robotnika”, bądź z większych samodzielnych publikacji — nie wyczerpują na pewno publicystyki społecznej Stefanii Sempołowskiej, nawet w tym węższym podanym wyżej jej pojęciu. Pozwalają one jednak ukazać i nazwać charakterystyczne cechy nie tylko jej pióra, ale i postawy społecznej.
W publicystyce tej każdego zastanowić i ująć potrafi wyjątkowy jej klimat moralny i emocjonalny. Słowa pisane w okresie lat trzydziestu, sądy formułowane przed półwieczem, przed laty czterdziestu, w epoce w sposób oczywisty minionej i zamkniętej — nie wyblakły, nie zwiędły, nie zestarzały się. Przeciwnie, uzyskują coraz to głębszy i pełniejszy wyraz w świetle naszych dni. Są dziwnie klarowne, zrozumiałe, bliskie. Mówią najprościej i najcelniej o sprawach najważniejszych — z miłością o człowieku, z szacunkiem o pracy, z gniewną pogardą o wyzysku i krzywdzie. W tej dziedzinie szeroko pojętej etyki społecznej pewnie kreślą granicę między postępem i zacofaniem, między dobrem a złem. Nie upraszczają, nie moralizują; w palecie barw między bielą a czernią jest tu, jak w życiu, szeroki wachlarz subtelnie oddanych odcieni.
W publicystyce tej uderza ogromna aktywność społeczna, rozległy zasięg zainteresowań obok intensywności indywidualnego przeżycia, zaangażowania uczuciowego autora. Sempołowska również jako redaktor pisma dla młodzieży reaguje natychmiast i bezpośrednio, zawsze gorąco i samodzielnie na wydarzenia w Polsce i na świecie. Z aktualnych podówczas problemów i faktów historycznych, politycznych, kulturalnych — wydobywa zawsze te, których podtekst moralny jest jej szczególnie bliski, które należą tak czy inaczej do kilku wielkich spraw, z którymi związana jest i publicystyka, i działalność społeczna Stefanii Sempołowskiej. Do spraw wyzwolenia kraju i zbudowania sprawiedliwego życia w ojczyźnie, do spraw wychowania jednostki i społeczeństwa na miarę zadań nowej epoki, do ciągłego wzbogacania w świadomości społecznej pierwiastków ogólnoludzkiej kultury i więzów międzynarodowego braterstwa ludzi i narodów.

Gdy się czyta pisma społeczne Sempołowskiej, trudno nie dostrzec, jak dalece zgodne są tu myśli i słowa, publicystyka i działanie, produkcja literacka i postawa życiowa. Słowa jasne, konkretne i ścisłe stawiają jednak czytelnika wobec obrazów tak sugestywnych, wywołują przeżycia tak głębokie, że ta namiętna i żarliwa publicystyka społeczna wciąż jeszcze nie tylko wzrusza, ale i zapala.

Publicystyka ta jest głęboko humanistyczna. Człowiek i jego sprawy, człowiek cierpiący, krzywdzony i wyzyskiwany, zwłaszcza zaś dziecko głodne czy bezdomne — są w ośrodku jej uwagi. Czy to będzie tułacza śmierć bezdomnych staruch w policyjnym areszcie warszawskiego ratusza — „słabe ptaki padające na mrozie”, czy dzieci w ratuszowym areszcie, czy prostytutki, wśród których „można spotkać czyste i niewinne dusze”, choć „krzywdzone i okradane ze wszystkiego, krzywdzą i okradają śmiało”. (Z dna nędzy, 1909.)

Czy — „nieszczęście kalectwa” izolujące głuchoniemych od społeczeństwa, przezwyciężane ofiarną i troskliwą pracą nauczyciela, bo „serce ludzkie kazało dziś rozumowi ludzkiemu przywracać niemym mowę, głuchych uczy słyszeć oczami, ciemnych postrzegać palcami”. (Na wystawie w Instytucie Głuchoniemych i Ociemniałych, 1917.)

Czy epopeja dzieci polskich, rzuconych przez losy wojenne na obszary wschodniej Syberii, często osieroconych, opuszczonych i bezdomnych, które dzięki inicjatywie społecznej, dzięki pomocy rządu japońskiego oraz Polonii amerykańskiej powróciły przez dwa oceany do kraju w 1922 r. (Dzieci polskie na Dalekim Wschodzie, 1922.)

W każdym z tych przykładowo przypomnianych obrazów uderza i zastanawia głęboka miłość człowieka, współczucie czynne i obce sentymentalizmowi, organiczna nieomal potrzeba aktywnej i spiesznej pomocy.

To jedna tylko strona humanizmu tej publicystyki. Druga — to jego radykalizm społeczny, to świadomość społecznych korzeni zła i niedoli człowieka, to rozeznanie klasowych przesłanek etyki społecznej. Publicystyka ta nie traci nigdy z oczu „krzywdy pracującego ludu: chłopa ginącego z ciężkiej pracy, na ziemi panów — robotnika ginącego z głodu, licho płatnego’’. (Wiosna Ludów, 1918.)

Humanizm ten cechuje bezwzględne, właściwe ludziom w zamknięciu i narodom w niewoli, ukochanie wolności, bunt przeciw wszelkim kajdanom pętającym swobodę człowieka, ograniczającym wolność ruchu społecznego. W humanizmie publicystyki społecznej Stefanii Sempołowskiej idea wolności jest ideą niejako absolutną, pozaczasową i ponadklasową, taką, jak ją pojmowały rewolucyjno-demokratyczne koła radykalnej inteligencji w połowie XIX w.

Boleśnie poruszona układami brzeskimi Niemiec i Austrii z Ukraińską Radą w lutym 1918 roku, protestuje wraz z całym społeczeństwem polskim przeciwko próbie oderwania Chełmszczyzny (notatka Żałobna wieść, „W słońcu”, 1918, nr 4). Sempołowska w dłuższym — nie włączonym do tego tomu — artykule rozważa historyczne losy ziem nadbużańskich — „u rzeki tej spotykają się od dawna dwa narody słowiańskie, dwa języki, dwie religie, dwa państwa”. (Z dziejów Chełmszczyzny i Podlasia, „W słońcu”, 1918, nr 4—5.) Kreśląc dzieje stosunków polsko-ruskich od X w., autorka skupia uwagę czytelnika na czterdziestoletniej walce „opornych” chłopów podlaskich, po dekrecie carskim z 1874 roku o zniesieniu unii, głównie zaś — na współczesnym sobie nagłym zagrożeniu ziemi chełmskiej. Jako program działania dla ziem nadbużańskich, Sempołowska widzi — sąsiedzką zgodę wolnych ludów. Podobnie dla osiadłych na ziemiach polskich i tu pozostać pragnących Niemców, deklaruje — równouprawnienie i szacunek, jak „nakazuje nam żyć sprawiedliwość i miłość wolności”. (Z ostatniej chwili, 1919.) Wielka, jakże rzadko spotykana, odwaga cywilna, nawyk żeglowania przeciw prądowi w niejednej niepopularnej, a przecież słusznej sprawie pozwala Sempołowskiej, jedynej chyba w ówczesnej legalnej prasie, ze zrozumieniem sygnalizować żałobny przebieg ratyfikacji w parlamencie berlińskim umowy polsko-niemieckiej w sprawie przejścia Górnego Śląska do Polski.

W sprawach najbardziej drażliwych i trudnych Sempołowska szuka zawsze sprawiedliwej miary. W lutym 1922 roku, gdy sejm w Warszawie finalizował likwidację Litwy Środkowej i włączenie Wilna i Wileńszczyzny do Rzeczypospolitej Polskiej, Sempołowska, nie ukrywając sentymentu dla „polskiego Wilna” i polskich tradycji kulturalnych, z tym miastem związanych, przypomina przecież o sięgającej XIII wieku własnej litewskiej państwowości, o wiekowej odporności ludu litewskiego na idące z wielkoksiążęcego Wilna Jagiellonów wpływy kultury polskiej, ma przecież odwagę pisać z żywą sympatią o „litewskim ruchu narodowym”, skupionym w Wilnie, o „uczuciach i marzeniach Litwinów, dążących do odrodzenia narodowego”. W chwili gdy młoda i słaba jeszcze Rosja Radziecka toczyła walki na wszystkich frontach z interwentami i wewnętrzną kontrrewolucją, gdy nie ukształtowała się jeszcze radziecka Białoruś, a przejściowo porażkę poniosła radziecka Litwa, sprawa Wilna stała się sprawą między Kownem a Warszawą. I w tej sytuacji Sempołowska pisze otwarcie o genezie tak zwanej Litwy Środkowej, o bojkocie wyborów do jej sejmu z 8 stycznia 1922 roku przez ludność litewską i białoruską, ubolewa nad wzajemną nietolerancją stron walczących i stwierdza: „Sprawa wileńska jest bardzo trudna i ciężka do rozwiązania, jak w ogóle sprawy narodowe na ziemiach, gdzie ludność jest mieszana; dla rozwiązania jej trzeba sprawiedliwości, spokoju, pragnienia zgody.” (Wilno i Wileńszczyzna, 1922.)

W kwestii żydowskiej, przewijającej się przez szereg artykułów, Sempołowska wypowiada się za pełnym i rzeczywistym równouprawnieniem i uobywatelnieniem Żydów. Znając liczne przykłady dobrowolnej asymilacji najcenniejszych postępowych odłamów inteligencji żydowskiej Sempołowska wysoko ceni jej wkład do kultury polskiej. Potępienie akcji bojkotu, namiętne zaatakowanie ND i Dmowskiego („zabrzmiał głos, poważający się utożsamić patriotyzm z nacjonalizmem, ideę polską z hasłem antysemickim”) wystawiły Sempołowską na napaści „Dwugroszówki” i „Myśli Niepodległej” już w 1912 r. (Z powodu nastrojów chwili, 1912.)

Antysemityzm, posiew zaborcy, jadowity wykwit nacjonalizmu, oręż kontrrewolucji, przesączający się czasami nawet do postępowych środowisk, obciążający nawet poszczególne, skądinąd społecznie przodujące inicjatywy w Polsce — był Sempołowskiej nienawistny i obcy. (Rozmowa o getcie ławkowym, 1937.)

Szacunek i przyjazna życzliwość dla innych narodów, przeświadczenie o równości narodów wielkich i małych, o ich prawie do suwerenności i rzeczywistej wolności, rzetelny internacjonalizm towarzyszą w tej publicystyce gorącemu patriotyzmowi. Do 1918 roku — marzenie, „że w tej wolnej Polsce ludzie będą wszyscy wolni, równi, lud będzie właścicielem ziemi, którą uprawia”; w 1918—1919 roku — upojenie odzyskaną niepodległością i wielkimi nadziejami, po 1920 roku coraz więcej goryczy i zawodów, coraz bardziej zdecydowana walka o Polskę ludu, Polskę sprawiedliwości!


Zdjęcie w artykule zostało wykorzystane na podstawie licencji Creative Commons. Autor zdjęcia: Lin Kristensen (Flickr).