Koniec wojny

Koniec wojny

Wojna zdaje się dobiegać końca.

Po czterech latach walk, jakie toczyły się prawie w całej Europie, na wielkich obszarach Azji, Afryki, na morzach i oceanach, walkach, w których brało udział wiele milionów ludzi, wszystkie ludy wyszły zgnębione, zbolałe, wszystkie zaznały klęsk, jakie wojna niesie: głodu, pożogi, mordu; żaden naród z wojny tej nie wychodzi tryumfujący, bogatszy, szczęśliwszy.

Gdy wojna się zaczynała, gdy powoływano miliony ludu „pod broń”, w szeregi żołnierskie — obiecywano powoływanym „zwycięstwo”, chwałę, bogactwo, zdobyte na innym narodzie „nieprzyjacielskim”.

Lecz:
…na wojnie świszczą kule,
lud się wali niby snopy,
a najdzielniej biją króle,
a najgęściej giną chłopy.

Przez te długie cztery lata walki prawie wszędzie masy ludu, te, które na wojnie najgęściej giną, najwięcej cierpią, zrozumiały bezcelowość wojny; tu i ówdzie nie chcą już słuchać rozkazów, pchających do nowych walk, odmawiają dalszego mordowania, nie chcą nieść śmierci i narażać się na nią bezcelowo; z krzykiem bólu, skargą i oburzeniem zwracają się ku tym, którzy wojnę zaczęli, prowadzą i przedłużają.
Już w trzecim roku wojny po wielu klęskach i ofiarach lud w Rosji obalił rządy carskie, najstraszniejsze, najokrutniejsze rządy w Europie. Na miejsce caratu (rządów carskich) powstaje nowe państwo rosyjskie, rządzone przez lud.

Niełatwo przebudować urządzenie państwa, toteż już półtora roku upływa w Rosji w walkach wewnętrznych wśród jednego narodu, walkach ciężkich, strasznych, ale na pewno ucisk i niedola rządów carskich już w Rosji nie wrócą.

Klęski i nieszczęścia wojny zmuszają wszędzie ludzi do zastanawiania się nad urządzeniami, jakie dotąd były. Czy słuszne jest, aby trwały nadal dotychczasowe niesprawiedliwości społeczne? czy słuszne jest, aby jedni — i to w tym samym narodzie — byli nic nie robiącymi i we wszystko opływającymi bogaczami, a drudzy nędzarzami, zmuszonymi mieszkać w wilgotnych suterenach, przymierać głodem i ciężko pracować? czy słuszne jest, aby o wojnie i pokoju, o sprawach cały naród obchodzących, decydowała garstka ludzi uprzywilejowanych, trzymających rządy w swoich rękach? czy koniecznie muszą istnieć wojny? czy nie można by sporów i nieporozumień między narodami załatwiać bez rzezi, bez armat, bez palenia miast i zamieniania całych krajów w pustynie? Nad pytaniami tymi zastanawiają się mędrcy od czasów niepamiętnych i odpowiedzi na nie dane są od dawna. Ale teraz dopiero całe masy ludowe przekonują się o konieczności skończenia raz z tymi zmorami, co ludziom po ludzku żyć nie pozwalają. I oto widzimy od kilku tygodni w Niemczech i Austrii dokonywające się szybkie zmiany w urządzeniach państwowych.

Państwo austriackie składa się z krain o różnych narodowościach rządzonych dotąd przez Austriaków, narody te walczą od dawna o prawa równych ludzi, dziś rząd austriacki sam przyznaje wszystkim tym narodom prawo rządzenia sobą.

W Niemczech powołano do rządu przedstawicieli ludu robotniczego, którzy znają, rozumieją żądania ludu, będą chcieli uczynić im zadość. Wreszcie wobec żądań zmęczonego wojną ludu Niemcy i Austria wyciągają ręce do pokoju, tak upragnionego, przez wszystkie narody.
Wojny kończyły się zawsze klęską jednych, zwycięstwem drugich. Zwycięzcy robili zawsze ze zwyciężonym narodem, co chcieli: nakazywali mu płacić wielkie sumy, zabierali mu ziemię, brali go pod swoje rządy itp. Cóż dziwnego, że zwyciężony marzył o nowej wojnie dla odzyskania swych strat, swych praw.

Dziś ludy mają się zgodnie porozumieć, jakie będą granice ich państw, żaden naród zwycięski i silny nie może zagarnąć ziem narodu pobitego, żaden potężny władca nie może zagarnąć pod swe panowanie ludu słabego. Pokój ma nastąpić po zgodnym porozumieniu się ludów, nie zwycięskich królów. Każdy naród ma się wypowiedzieć, jak chce żyć; ma się urządzić, jak sądzi, że dla niego będzie najlepiej. Chodzi o to, aby każdemu ludowi stała się sprawiedliwość, aby wszystkie ludy były zadowolone z nowych stosunków, bo wszystkie ludy pragną, aby pokój był trwały, aby wojna nie powtórzyła się już nigdy.

Dotąd jeszcze krew się leje, trwają mordy, walki — trwa wojna.

Nikt nie wie jeszcze, ile czasu oddziela nas od pokoju, ale ludzie pragną pokoju nowego, z innymi hasłami. Jeżeli przed stu laty wielka rewolucja francuska głosiła światu: „Wszyscy ludzie są wolni i równi wobec prawa”, to dziś brzmi hasło: „Wszystkie ludy winny być wolne i równe wobec prawa.” Kończy się panowanie przemocy, zdaje się, że nadchodzą nowe czasy.

Jakby na urągowisko owym mocom, co wczoraj jeszcze były pewne swej wszechpotęgi, wstaje z grobu poszarpany, zdeptany, pochowany, usilnie z pamięci wykreślony naród polski — powstaje, gdy pada przemoc, która wydarła mu przynależne prawa. Nadchodzą pono nowe czasy, może od nich oddzielają nas jeszcze dnie dalsze wojny, może od dni spokoju, szczęścia, zgody, sprawiedliwości oddzielają nas jeszcze długie i ciężkie dnie, w których ludzie do nowego życia, nowych urządzeń przygotują się, zanim przywykną do tego, że siła nie daje prawa do krzywd, wyzysku i ucisku, ale nowe czasy idą. Do tego, co było, ludzie już nie wrócą — wrócić nie będą chcieli.
Nadchodzą nowe czasy, każdemu z nas, młodemu czy staremu, dorosłemu czy dziecku, nowa przypadnie robota — budowanie świata lepszego, jaśniejszego niż ten, w którym żyliśmy dotychczas.