O Gdańsku – cz.3

W tych warunkach nie można się dziwić, że w XVIII wieku Gdańsk broni się wszelkimi siłami przed zaborczością króla pruskiego, który w układach rozbiorowych (I rozbiór) chce Gdańsk zagarnąć. Gdańszczanie nie chcą się oderwać od Rzeczypospolitej. Wobec niemocy Rzeczypospolitej Polskiej ślą protesty do rządów Anglii, Holandii, szukają pomocy u Rosji. Zwłaszcza lud prosty gromadzi się na miejscach publicznych, wykrzykując, że „woli raczej ginąć w zwaliskach zagrzebanego miasta niż przejść pod rządy pruskie”.

Tak drogie im były prawa i wolność, jakie im zapewniły rządy Rzeczypospolitej.

Na razie Gdańsk ocalał, a choć król pruski, zająwszy całe Prusy Królewskie, oderwał go od reszty Polski, choć gnębił cłami, Gdańsk trwa w dążeniu utrzymania się przy Polsce.

Czytaj dalej O Gdańsku – cz.3

O Gdańsku – cz.2

Po klęsce grunwaldzkiej Zakon chciał sobie wynagrodzić poniesione straty przez zyski pieniężne, biorąc w swoje ręce handel zbożem, zakupywał zboże polskie i drzewo polskie, wysyłając je dalej w świat, czym wywoływał niezadowolenie kupców i mieszczan gdańskich; dążyli oni stale do oderwania się od Zakonu, a przyłączenia do Polski. Toteż Gdańszczanie stają na czele spisku przeciw Zakonowi i w 1454 roku wiodą poselstwo pruskie do Kazimierza Jagiellończyka z prośbą, „aby te kraje, niegdyś Polsce zabrane, na powrót do niej przyłączył”. W czasie tej trzynastoletniej wojny nie żałują ani krwi, ani mienia, żeby się z rąk krzyżackich wyzwolić. Gdy tylko wojna się rozpoczyna, wypędzają zakonników z Gdańska, burząc ich zamek („gdy gbur nie chce mieć bociana na domu, gniazdo mu usunie”), wystawiają piętnaście tysięcy żołnierza, dają gotówką około pół miliona złotych (dzisiejszych trzydzieści milionów). Wspaniale przyjmują zjeżdżającego do Gdańska króla Kazimierza Jagiellończyka, znosząc mu na koszta wojny złoto, srebro, a nawet klejnoty bogatych mieszczanek gdańskich.
Otrzymuje też Gdańsk od króla polskiego znakomite przywileje: nie tylko rozszerzenie gruntów miejskich na żuławy nadwiślańskie, na rybacki półwysep Hel, zmniejszenie podatków, dochody z młynów, ale co najważniejsze — zupełny samorząd. Nie tylko mieć mogą własne prawo handlowe, bić własną monetę, ale władać portem, odmykać i zamykać port wiślany, rządzić w przystani, zawierać traktaty handlowe z państwami obcymi, strzec swego portu własną fortecą, dla jej obrony utrzymywać własne wojsko — był odtąd Gdańsk niejako wolną rzeczpospolitą handlową, nawet w herbie otrzymał od króla koronę królewską (nad dwoma krzyżami białymi w czerwonym polu).

Szybko rósł teraz handel Gdańska. Przez Gdańsk szły do Anglii: polskie zboże, mąka, drzewo dębowe i sosnowe, przychodziły do nas wytworne sukna angielskie; z Francji przywożono wino, oliwę, jedwab, dostarczając w zamian polskiego zboża, drzewa, płótna; do sąsiedniego Królewca (krzyżackiego) dostarczał Gdańsk soli polskiej. Chodziły też statki gdańskie do Holandii, Portugalii, wożąc drzewo, mąkę, ryby, a od drugiej połowy XVI wieku dochodzą okręty gdańskie ze zbożem polskim do Wenecji, zyskując w niej w 1594 roku specjalne przywileje dla kupców gdańskich. W XVI w. Gdańsk wywozi zboża polskiego za dwadzieścia milionów talarów, staje się najbardziej handlowym miastem na Bałtyku, na całej północy równać się z nim może tylko Amsterdam.

Przy wzroście bogactw rośnie też Gdańsk w piękności. W XV wieku i XVI pod rządami polskimi powstają w Gdańsku najpiękniejsze gmachy. Kościół Panny Marii (ukończony w 1503 roku), ratusz (1560 roku), ze złoconą figurą króla Zygmunta Augusta na szczycie wieży, Artushof z posągiem Kazimierza Jagiellończyka, Wysoka Brama z herbem Polski i Wazów. W XVI wieku też obok nędznych domków rybackich powstają, zamiast skromnych dworków miejskich, wspaniałe kamienice gdańskie („złote”).
Połączenie z Polską wpłynęło na wzrost miasta, rozwożącego po świecie płody ziemi polskiej. Toteż Gdańszczanie z jednej strony strzegli pilnie swych praw, zdobywali coraz to nowe przywileje — z drugiej strony wierni są Rzeczpospolitej. Zdobywają u królów polskich przywilej handlowy, iż tylko przez Gdańsk wwożone być może sukno flamandzkie, angielskie i zamorskie; że miasto Gdańsk wysyła posłów na narady nad obiorem króla (Zygmunta I) i od 1632 roku na sejm Rzeczypospolitej, ale nie chcą płacić pfalgeldu (cła), a uważając się za wyłącznie uprawnionych do żeglugi na Bałtyku, gdy król Zygmunt August flotę zbudował, Gdańszczanie ją zniszczyli, a „11 korsarzy królewskich” pojmawszy — ścięli.

Gdy jednak ten sam Zygmunt August na wojnę z Moskwą potrzebował pieniędzy, Gdańsk królowi trzy beczki złota ofiarował. Batoremu na wojnę z Moskwą pieniędzy i broni dostarczył. W czasie najazdu szwedzkiego za Jana Kazimierza dzielnie oblężenie przetrzymał, na namowy szwedzkie i powoływanie się na wspólność religii odpowiadając: „Nie damy wiary, aby Panu Bogu podobało się złamanie wierności.”

Gdańsk w owych czasach nie jest miastem niemieckim, jest polsko-niemieckim. Uboższa ludność, zarówno handlująca, jak rzemieślnicza, wyrobnicza i rybacka, była kaszubsko-polska, pozostawała jednak w zgodnym współżyciu z ludnością niemiecką. Bywały w Gdańsku walki między protestantami i katolikami, pomiędzy ubogą ludnością a bogaczami, lecz nie było walk między Polakami i Niemcami.

Ludność niemiecka Gdańska, żyjąc zbożem i bogactwami ziemi polskiej, czuła się mocno związana pod opieką państwa polskiego z polskością. Widać to w kulturze Gdańska. „W ustach ludu gdańskiego — pisze niemiecki historyk — język polski był wówczas (od XVI wieku) równie w zwyczajnym użyciu, jak niemiecki.” Znajomość języka polskiego była tak niezbędna dla każdego Gdańszczanina, że synowie najpierwszych rodów przed wstąpieniem do gimnazjum miejskiego posyłani byli na jakiś czas do miasteczek i wiosek, gdzie wyłącznie panowała mowa polska. W drukarniach gdańskich drukowano wiele dzieł polskich, a w XVII wieku (1656 rok) wychodzi w Gdańsku polska gazeta. Wielu też słynnych Gdańszczan, w tych czasach w Gdańsku żyjących, uważa się za „obywateli polskich” — na przykład Dantyszek, poeta, przyjaciel Zygmunta I, Hevelius — słynny astronom, który odkrytą przez siebie gwiazdę nazwał Tarczą Sobieskiego, fizyk Fahrenheit, historyk Lengnich, malarz Chodowiecki itd.

O Gdańsku – cz.1

Pójdziemy dalej: kto stopy przysunie
Na wód północnych wybrzeże żółtawe,
Ujrzy na straży posępną Mołtawę
I radującą się wiecznie Radunię,
Co jak odźwierne u progu Wisły strzegą
Bram bursztynowych Morza Bałtyckiego.
Deotyma

Od kilku tygodni ciągle wszystkie polskie gazety piszą o Gdańsku. Tam bowiem w Paryżu, przy naradach w sprawie pokoju, mówią teraz o Gdańsku: czy Gdańsk ma należeć do państwa polskiego, czy do Niemiec, czy też ma być miastem walnym.

Czytaj dalej O Gdańsku – cz.1

Karol Miarka – cz.2

W 1861 roku, mając lat 37, Karol Miarka pisze pierwszy raz powieść polską Górka Klemensowa — o nawróceniu Śląska. Opisuje w niej z zapałem zasługi niemieckich zakonników. Powieść tę zawiózł do przejrzenia Stalmachowi, redaktorowi „Gwiazdki Cieszyńskiej”. Ten nie tylko poprawił błędy językowe, ale z historią Długosza w ręku wykazał autorowi błędy historyczne. Pobyt u Stalmacha, jego bogata polska biblioteka, rozmowy z tym pracownikiem narodowym na Śląsku Cieszyńskim, zrobiły na Miarce olbrzymie wrażenie — wrócił do domu, jak mówił sam, „po raz pierwszy myślący po polsku”.

Czytaj dalej Karol Miarka – cz.2

Karol Miarka – cz.1

Karol Miarka to jeden z cichych, lecz bardzo zasłużonych pracowników polskich. Ubogi nauczyciel ludowy, bez pomocy, samotny prawie, przez lat kilkadziesiąt pracował ze wszystkich sił nad odrodzeniem narodowym Śląska, nad wywalczaniem praw należnych ludowi polskiemu.

Urodzony w 1824 roku, 24 października w Pielgrzymowicach na Śląsku, był jednym z osiemnaściorga dzieci nauczyciela ludowego. Wobec tak licznej rodziny i lichej płacy nauczycielskiej bieda panowała w domu Miarków, łagodziła ją tylko wielka miłość wzajemna w rodzinie, stała gotowość niesienia sobie wzajemnej pomocy.

Czytaj dalej Karol Miarka – cz.1

O wyborach

Skończyły się już w Polsce rządy rosyjskie, austriackie, niemieckie, nie będziemy już słuchać rozkazów cudzych władców ani praw stanowionych przez obce rządy; musimy sami teraz kraj zagospodarować, postanowić, kto jakie obowiązki będzie pełnił, jakie będą prawa, przepisy, podług których będziemy żyli, aby każdy z osobna żył szczęśliwie, spokojnie, aby wszystkim razem było jak najlepiej, aby jeden drugiemu krzywdy nie wyrządzał.

W różnych krajach są różne urządzenia: w jednych prawo jest dobre, wygodne tylko dla bogaczy, w innych krajach prawo jest jednakowe dla wszystkich. Czasem w państwie rządzi jeden monarcha, król, książę czy cesarz — wszyscy go słuchają, on sam decyduje, czy ma być wojna, czy pokój: nie ma żadnych praw, przepisów, rozkaz króla wystarcza — dziś każe tak, jutro inaczej, a ludzie muszą go słuchać, bo ma on władzę bez granic (nieograniczoną), nieposłusznych może karać nawet śmiercią.

Czytaj dalej O wyborach

Koniec wojny

Wojna zdaje się dobiegać końca.

Po czterech latach walk, jakie toczyły się prawie w całej Europie, na wielkich obszarach Azji, Afryki, na morzach i oceanach, walkach, w których brało udział wiele milionów ludzi, wszystkie ludy wyszły zgnębione, zbolałe, wszystkie zaznały klęsk, jakie wojna niesie: głodu, pożogi, mordu; żaden naród z wojny tej nie wychodzi tryumfujący, bogatszy, szczęśliwszy.

Gdy wojna się zaczynała, gdy powoływano miliony ludu „pod broń”, w szeregi żołnierskie — obiecywano powoływanym „zwycięstwo”, chwałę, bogactwo, zdobyte na innym narodzie „nieprzyjacielskim”.

Czytaj dalej Koniec wojny

Wiosna ludów

Napoleon Wielki, idąc ze swoją zwycięską armią, podbił prawie całą Europę od Atlantyku do Moskwy, obalał państwa i trony, niszczył dawne granice.

Gdy połączone siły rosyjskie, pruskie, austriackie i angielskie pokonały potęgę Napoleona, monarchowie zjechali się w Wiedniu (1813—1815) dla narad nad nowym podziałem Europy. Zwycięzcy uważali ziemie za łup zdobyty, którym dzielili się, wydzierali sobie, o który się targowali.

Łupem niejako były narody ziemie te zamieszkujące, ludzie, którzy myślą, czują, pragną czegoś dla siebie, pracują.

Czytaj dalej Wiosna ludów

Tadeusz Kościuszko – cz.8 – trzeci rozbiór Polski i cześć dla bohatera

Armia rosyjska szybko zbliżała się ku Warszawie. Warszawa stała w przerażeniu i żałobie: najdzielniejsze wojska padły, wodzowie w niewoli, lecz najstraszniejszym ciosem była utrata wodza ukochanego, utrata Kościuszki. 20 000 mieszczan warszawskich rzuciło się ku obozowi rosyjskiemu dla odbicia Kościuszki. Najwyższa Rada Narodowa powstrzymała lud od tego zamiaru, nawołując do przygotowywania obrony — sypano bez przerwy okopy na Pradze.

Czytaj dalej Tadeusz Kościuszko – cz.8 – trzeci rozbiór Polski i cześć dla bohatera

Tadeusz Kościuszko – cz.7 – Powstanie Kościuszkowskie c.d.

W ślad za Warszawą i Wilnem poszły inne miasta i ziemie, a wszędzie naród powstający do walki z najazdem moskiewskim Kościuszkę ogłaszał swym wodzem i naczelnikiem.

Położenie tego naczelnika było trudne. Wojska było mało, nie było broni, pieniędzy. Zbierał tedy oddziały, musztrował je, pisał setki listów, odezw, wołał o podatki, o broń, o ludzi.

Wiedział, że trudno było wtedy w Polsce postawić sto tysięcy wojska, ale łatwo można było uzbroić w kosy trzysta tysięcy ludzi. W wiejskim ludzie pokładał największe nadzieje. Dla wzbudzenia w tym ludzie ufności „dnie całe trawił z tymi świeżo przybranymi kolegami swymi”.

Czytaj dalej Tadeusz Kościuszko – cz.7 – Powstanie Kościuszkowskie c.d.